Po kilku miesiącach papierologii, wyłączania z produkcji rolnej i 5 tygodniach oczekiwania dostaliśmy pozwolenie. Duża w tym zasługa naszego architekta adaptującego, który pięknie skompletował grubaśną teczkę z papierami. Chcieliśmy to na początku robić samodzielnie ale chyba byśmy się zajechali. Nasz architekt troszkę się zagapił i będzie jeszcze do poprawki ustawienie śmietnika i skrzynki z prądem, ale mimo wszystko możemy już powoli zaczynać.

Nasza ekipa kończy jeszcze inną budowę ale w pierwszym tygodniu sierpnia powinna wejść. Akurat do tej pory pozwolenie się uprawomocni. Chłopaki długo nie pobudują bo najpierw tylko zrobią wykop i wyleją ławy, co zajmie im kilka dni. Potem chcą przynajmniej 2 tygodnie poczekać aż ławy się uleżą 🙂 Ambitnie chcemy w tym roku zrobić stan surowy zamknięty. Mam nadzieję, że się zmieścimy. Ekipy dograne, kredyt powinien być.

Ale w tym czasie na działce już coś się dzieje – robią nam przyłącze wodne. To w ramach osobnego pozwolenia na budowę bo musimy sobie z sąsiadami (3 działki) pociągnąć kawałek rurki od głównej drogi do naszych posesji. Troszkę nas to zakosztuje – po podziale na 3 i odjęciu dofinansowania z Zakładu Usług Komunalnych wyjdzie pewnie z 6 tys. na łebka, ale w tym jest już gotowe przyłącze.

I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście dni temu zbieraliśmy na tej działce pyszne truskawki, które zostały po poprzednich właścicielach.