Na razie wszystko idzie zgodnie z planem i nawet pogoda dopisuje. Pierwszego dnia zdjęto humus, drugiego chłopaki zrobili wykopy i część zbrojeń, a dziś do 13 dokończyli zbrojenie i zalali ławy. Czyli praktycznie dwa dni z kawałkiem i skończone. Było ich sześciu typa i uwijali się naprawdę nieźle.Teraz czekamy aż się troszkę uleżą (znaczy ławy a nie chłopaki).

Podczas skręcania zbrojeń budowę po raz pierwszy odwiedził nasz kierownik. Rzucił fachowym okiem, pochwalił, odebrał. Wszystko wygląda ok. Grunt okazał się trochę gliniasty a miejscami w wykopie pojawiła się woda. Naprawdę niewiele, ale chłopaki ostatecznie zdecydowali się zrobić jakiś mini dren o odprowadzili jej nadmiar. Największy stres był w związku z zapowiadanymi na dzisiaj i kolejne dni opadami deszczu. Skutecznie mogłoby nam to opóźnić wylewanie. Na szczęście wbrew wszelkim prognozom nie spadła dziś ani kropla. A teraz to już niech sobie pada – nawet powinno – będziemy mieli bezproblemowe zraszanie ław.

Mamy też innego stałego bywalca. Rasowego, rodowodowego, ale nie gardzącego polami pieska rasy shih tzu.

Przy okazji poznaliśmy całą gromadę naszych sąsiadów – naprawdę zapowiada się całkiem nieźle, chociaż wiadomo, że dopiero zamieszkanie tam zweryfikuje. Mamy też innego stałego bywalca. Rasowego, rodowodowego, ale nie gardzącego polami pieska rasy shih tzu. Gdy tylko pojawimy się na budowie on od razu przybiega od sąsiadów.

Poza tym nadal użeramy się z budowniczym naszego rurociągu, który skutecznie uchyla się od ukończenia roboty, a to co już zrobił spartaczył po całości. Pominę, że jesteśmy z sąsiadami pierwszymi w Kiełczowie, od których wymaga się jakichś dziwnych studni wodomierzowych (weszły jakieś nowe zasady). Zdolny Pan “hydraulik” na jednej działce osadził studnię za głęboko, na naszej za wysoko (wystaje kilkanaście cm ponad poziom działki) i na dodatek zrobił nierówny wykop i studnia się zdeformowała. Na trzecie działce z kolei przy poprawianiu – przedziurawił ją koparką. Poza tym do wyrównywania swojej roboty podbiera nam chyba zebrany przy wykopach humus, który chcieliśmy potem rozprowadzić po działce. Rozmowy z nim są bardzo miłe, robota bardzo do bani.

I na razie tyle. W międzyczasie walczymy z kredytem ale i tym innym razem. Teraz kilka fotek (niestety nie mam jeszcze zwyczaju mieć przy sobie ciagle lustrzanki więc fotki z telefonu).

DODANE 2 dni później: Rzeczywiście całą sobotę i pół niedzieli padało. Ławy były więc podlewane, mam nadzieję, że nie za dużo. Jeszcze jutro mogłoby troszkę pokropić i będzie git.