Jak to było z naszą działką? cz. 2

w poprzednim odcinku opowiedziałem jak ot przymierzaliśmy się do kupna działki już kilka lat temu, aż w końcu na przełomie 2008 i 2009 nasz znajomy – nazwaliśmy go roboczo Rysiek – „naraił” nam fajny grunt.

Była to jedna z trzech działek jakie miało do sprzedania pewne małżeństwo, a odziedziczone po mamie męża. Lewa działka (1000m2) była już sprzedana szwagierce Ryśka. Środkowa miała być nasza, prawa (narożna, 1100m2) nie podobała nam się, była wolna acz kręcili się jacyś chętni. Rysiek zaanonsował nas u właścicieli i nakręcił nas, że kosztować będzie działeczka 200 zeta/m2…

Oczywiście na odchodne powiedział nam Pan, żebyśmy dali szybko odpowiedź bo jutro przyjeżdża następny chętny na oględziny. Jaaaassne. Słyszeliśmy to od każdego sprzedającego.

Spotkaliśmy się, Pani była miła, rozmowa sympatyczna, wszystko wyglądało kolorowo, papiery czyste itd itp. Aż wszedł bardzo zasadniczy mąż i zaczęła się rozmowa o cenie. Skończyło się na 220 zł…po na początku wyskoczył chyba z 240zł… chyba chciał dodatkowo zarobić po łatwym zakasowaniu 200 zł za pierwszą parcelę. Jako, że my byliśmy przygotowani na 200 zł (a nawet, na stargowanie do 190zł), to podziękowaliśmy. Oczywiście na odchodne powiedział nam Pan, żebyśmy dali szybko odpowiedź bo jutro przyjeżdża następny chętny na oględziny. Jaaaassne. Słyszeliśmy to od każdego sprzedającego. Nasza odpowiedź następnego dnia była oczywiście odmowna. Nie wiem czy ktoś oglądał tę działkę później czy nie, ale się nie sprzedała.

Rozstaliśmy się z myślą o tej działce, zaczęliśmy szukać innej. Znaleźliśmy nawet jedną niezłą, w niedalekich Wilczycach (również blisko Wrocławia, nieźle skomunikowana ale mniejsza niż Kiełczów wiocha). Działeczka była ładna, ogrodzona, niedroga (180 zł), uzbrojona acz miała jedną zasadniczą wadę – wymiary 16,5m x 55 m. Czyli długa kicha. Oglądaliśmy też kilka innych działeczek, byliśmy w jednym biurze pośrednictwa (MA-SA-KRA, takiego krętactwa w życiu nie widziałem, nigdy więcej). Tak zleciał czas do Wielkanocy a nasza Pierwotna Działka dalej była niesprzedana. Ośmieliliśmy się więc zadzwonić powtórnie, a może cena spadła… i Spadła! do 210 zł. Stargowałem do 200 zł. Było ok, kupujemy!!

Przez jakiś czas nie kontaktowaliśmy się z właścicielami, chodziliśmy po bankach, pośrednikach, szukaliśmy kredytu (a jeszcze organizowaliśmy swoje wesele). Gdy mieliśmy już pewność, że dostaniemy kasę zadzwoniliśmy do właścicieli i okazało się… że działka już nie jest na sprzedaż. Sprzedała się bowiem ta trzecia – narożna działka a właściciele nie chcą sprzedawać wszystkich trzech bo boją się jakiegoś_tam podatku za masowy handel ziemią. I lipa…

Znów zaczęliśmy nieśmiało szukać czegoś innego aż tu nagle dzwoni do nas telefon, że tamta transakcja nie doszła jednak do skutku i nasza działka znów jest na sprzedaż. Sprawy potoczyły się ‘błyskawicznie’ (jeśli nie liczyć prawie 2 miesięcy załatwiania i czekania na decyzję kredytową). Umowa przedwstępna, dopinanie kredytu (przez dom kredytowy Notus) i w końcu, jakoś w połowie września staliśmy się właścicielami naszej pięknej działeczki. Dziewięć miesięcy perypetii, rezygnacji i nadziei, poszukiwań i załatwiań zakończyło się szczęśliwie. Żona moja twierdzi, że ta działka była nam pisana 🙂

PS. A właściciele-sprzedawcy okazali się koniec-końców bardzo sympatycznymi i ciepłymi ludźmi i będą naszymi dobrymi (mam nadzieję) sąsiadami.

Skomentuj

 

 

Obraz CAPTCHY

Odśwież obrazek

Subskrybuj bez komentowania