I że Cię nie opuszczę aż do śmierci…

Śmiejemy się z żonką, że dziś podpisaliśmy niemal drugi akt małżeństwa 🙂 kto wie czy nawet formalnie nie mocniejszy – żona po ślubie przecież nie weszła mi na hipotekę i nie zobowiązałem się wobec niej do poddania się egzekucji. Bank natomiast stał się naszym bardzo wymagającym „przyjacielem” niemal do emerytury:)

Szczęśliwym wybrankiem został Deutsche Bank. Zaloty były dość długie. Pierwsze nasze spotkanie (za pośrednictwem swatki z Notusa) nastąpiło gdzieś w połowie czerwca, ale już w zeszłym roku przy okazji kredytu na działkę, swatka mówiła nam, że to porządny kawaler. Zaręczyny na mocy wniosku kredytowego nastąpiły 20 sierpnia. Od tej pory kawaler zrobił się trochę wymagający i co rusz wymagał abyśmy udowadniali swoje uczucia to pitem, to oświadczeniem, to innym dokumentem. Uroczysta ceremonia odbyła się dzisiaj o 9.15 rano czyli po 2 miesiącach chodzenia ze sobą.

Kawaler dysponuje wieloma atutami. Zaproponował nam marżę w wysokości 2,5% (w euro) przy prowizji 0%. Ale wymógł na nas, oczywiście po dobroci, żebyśmy zakupili u niego karty kredytowe. Na szczęście udało nam się odeprzeć jego zaloty mające na celu zakupienie funduszy inwestycyjnych. Uznaliśmy, że nie jest z nami w porządku oferując formę systematycznego oszczędzania, która daje mu 98% „prowizji” gdybyśmy chcieli z niej zrezygnować po roku, a np. 50% po 5 latach. Rozwodu bez konsekwencji możemy zażądać po 5 latach i może być kawaler pewien, że w dniu tym swe kroki od razu skierujemy do swatki aby się dowiedzieć na co i czy opłaca się zamienić kawalera. Ale do tej pory może się mnóstwo zmienić, może skończyć się świat (to już w 2012) albo wejdzie Euro (co dla niektórych jest równoznaczne z apokalipsą). Dopóki nie przyniesiemy z sądu wieczystoksięgowego intercyzy nasza prowizja podniesiona jest o 1,2% mam nadzieję, że będzie to 1 góra 2 raty.

Jeśli to prawda, że strzeżonego Pan Bóg strzeże, to bank ma za sobą wszystkie zastępy aniołów.

A przechodząc na mniej romantyczny język ekonomii. Kasa jest wypłacana w całości na konto depozytowe co ma nas teoretycznie uchronić przed spadkiem ceny euro, ale za to musimy od początku płacić pełną ratę. W tym roku i tak wykorzystamy niemal 50% kredytu więc strata będzie niewielka. Jak dodać jeszcze, że (niemała) kasa na tym koncie jest oprocentowana 3,3% to się nam wszystko prawie zrekompensuje. Pozostaje modlić się o wzrost kursu euro w najbliższych dniach.  Oprócz tych banalnych powyższych parametrów jest też kilka innych smaczków, o których zbyt często w rozmowach o kredytach się nie mówi. Np. musiałem dać bankowi pełnomocnictwo do swojego konta firmowego, z którego w razie co mają prawo ściągnąć należność. Dostali też pełnomocnictwo do polisy ubezpieczeniowej naszego domu (na razie sami ją wykupili ale myśmy zapłacili marżą wyższą o 0,14%). Czyli w razie jakiegoś nieszczęścia ubezpieczyciel musi zapytać banku czy może nam wypłacić kaskę. Po wpisie do księgo ubezpieczenie możemy zmienić na swoje, ale również z cesją na DB. Jeśli to prawda, że strzeżonego Pan Bóg strzeże, to bank ma za sobą wszystkie zastępy aniołów.

Mimo więc, ze nasz związek jest pełen braku zaufania, przy podpisywaniu umowy ręka nam nie drgnęła. Cel był od początku jasny i jeden – dom. Oczywiście nie za wszelką cenę, ale prawda jest taka, że rata będzie oscylować w okolicach kosztów wynajęcia 3-pokojowego mieszkania we Wro. Warunki jakie dostaliśmy w DB też są znośne i w sumie oswajaliśmy się z kredytem już od dawna. Grzeczne odkładanie złotówek na dom i rozciąganie budowy to nie dla nas. Po pierwsze nie mamy tyle samozaparcia do oszczędzania, po drugie cierpliwości do mieszkania w bloku, po trzecie zanim uzbierałaby się jakaś sensowna kwotka to okazałoby się, że wszystko tak poszło do przodu i/lub podrożało, że kwotka nie jest sensowna 🙂

Zresztą pierwsza rata dopiero 4 grudnia a więc mamy krótkie wakacje. Dzisiaj za to cały dzień był zajechany. Podpisywanie umowy to 2 godziny jak nic. Potem pędem do BOŚa po wniosek o wcześniejszej całkowitej spłacie kredytu na działkę. Tam (po raz kolejny) dostaliśmy w twarz obsługą i wystrojem z poprzedniej epoki. Naprawdę zupełnie bez porównania z DB. Potem do sądu do Oleśnicy coby wpisać Dojcza do hipoteki i z powrotem do DB (na Legnickiej – kawał drogi). Udało się. Kaska może być już w tym tygodniu. Następnie musimy z BOŚa odebrać potwierdzenie, że kredyt spłacony, znów pojechać do sądu żeby wykreślić BOŚia z KW, znów do DB z wnioskiem o kolejną transzę, wizyta analityka i na początku listopada jest szansa na drugą, bardzo pożądaną transzę. Masakra.

Przy podpisywaniu nawet odetchnęliśmy z ulgą. Nie sądziłem, że można cieszyć się z tego, że będzie się komuś oddawało grubą kasę co miesiąc przez 30 lat. Ale mamy już drobny zator płatniczy. Nasz majster robi dla nas od 4 sierpnia. Skończył już prawie stan surowy a złotówki nawet nie zobaczył (za co jesteśmy szalenie wdzięczni). W końcu uda nam się w przyszłym tygodniu zapłacić mu za stan zero a niedługo potem rozliczymy się za stan surowy. Po zrobieniu więźby możemy starać się o trzecią transzę – będziemy musieli jeszcze opłacić dach i okna. A budowa dachu rozpocznie się po Wszystkich Świętych, czy jak tam się nazywa ta wesoła uroczystość.

I tak to wygląda. Teoretycznie kredyt skończymy spłacać jakoś przed emeryturką. Tak jak ludzie w wieku naszych rodziców, spłacają do dziś jakieś śmieszne spółdzielnie. Kiedyś kosztowało ich to 2 mln. zł, pewnie stanowiło 1/4 pensji i wydawało się kupą kasy. Teraz te 200 zł są prawie niezauważalne. Tłumaczymy sobie, że z naszym kredytem będzie podobnie za kilkanaście lat 🙂

Skomentowano 4 razy: I że Cię nie opuszczę aż do śmierci…

  • Krzysztof Lis

    Jeszcze się po drodze okaże, że nam podniosą wiek emerytalny… 😉

  • GalusieMM

    Witam! W ten sam sposób tłumaczymy sobie z mężem sensowaność zaciągania kredytu na 30 lat 🙂 Inaczej człowiek osiwiałby w 1 dzień.
    A mam pytanie dotyczące BOŚ: Radzono nam aby kredyt na dom energooszczędny zaciągac u nich, bo są duże dopłaty i w rzeczywistości oddamy o co najmniej 1/3 mniej niż oddawalibyśmy w innym banku. Wiesz coś na ten temat?

    • Jarett

      Co od BOŚa to nie mam pojęcia jak to dokładnie jest. Słyszałem o jakichś ich eko-kredytach u nich, ale wydawało mi się, że w grę wchodzą jakieś małe sumy np. na solary albo inne pompy ciepła. Nie poznałem szczegółów bo pani była tak opryskliwa, że nie chciało mi się ciągnąć tematu. W przypadku takich rozterek polecam jedno – iść do pośrednika. To naprawdę mocno ułatwia życie. Tylko trzeba trafić na kumatą osobę, nie ma co wchodzić z ulicy do open finance albo expandera bo mam nieraz wrażenie, że tam jest wiele osób z łapanki. Najlepiej podowiadywać się i pójść do kogoś z polecenia.

Skomentuj

 

 

Obraz CAPTCHY

Odśwież obrazek

Subskrybuj bez komentowania